Sherlock Holmes przez ostatnie stulecie zdołał osiągnąć status bohatera kultowego, a nawet mitycznego. Co sprawia, że niezmiennie uwielbiają go kolejne pokolenia czytelników?Postać Sherlocka Holmesa po raz pierwszy pojawiła się w wydanej w 1887 r. powieści Studium w szkarłacie (ang. A Study in Scarlet) autorstwa dwudziestokilkuletniego wówczas Arthura Conan Doyle’a. Opowieści z genialnym detektywem w roli głównej szybko przyniosły młodemu pisarzowi sławę, o jakiej nawet mu się nie śniło. Czytelnicy pokochali błyskotliwego, ale i kontrowersyjnego bohatera, a jego nieprzemijająca do dziś popularność zagwarantowała mu trwałe miejsce w popkulturze.
Można by się zastanawiać, jak w ogóle do tego doszło. Każdy, kto zna Holmesa z detektywistycznych opowiadań Doyle'a, może przecież potwierdzić, że jest on postacią zdecydowanie antypatyczną. Już na samym początku daje się poznać jako ekscentryczny i aspołeczny samotnik uzależniony od narkotyków (morfina i kokaina), który potrafi całymi dniami leżeć na kanapie, wykazując ewidentne oznaki depresji, jeśli nie gorszych przypadłości psychicznych. To niedbający o innych i pozornie nieczuły na ludzkie cierpienie egoista. Jak to ujął sam Doyle, Holmes jest doskonałą, pozbawioną uczuć maszyną do rozumowania i obserwacji, którą z równowagi wyprowadziłoby prędzej pęknięcie szkła w okularach niż jakiekolwiek emocje.
Na uznanie czytelników Sherlock zapracował sobie jednak innymi cechami. Podoba im się z pewnością fakt, że jest to postać łamiąca wszelkie konwenanse, gotowa w razie potrzeby stawiać siebie ponad prawem. W opowiadaniu pt. Morderstwo w Abbey Grange Holmes i Watson celowo zatajają przed władzami tożsamość zabójcy. W opowiadaniu Charles Augustus Milverton obaj bohaterowie widzą na własne oczy, jak kobieta strzela do szantażującego ją mężczyzny (po czym wbija obcas w jego głowę) i nie reagują. To tylko niektóre sytuacje, w których detektyw wychodzi z założenia, że prawo i sprawiedliwość nie zawsze idą ze sobą w parze, a jedyną osobą, która nigdy się nie myli, jest on sam.
Najbardziej podziwianą umiejętnością Holmesa pozostaje jednak jego niezwykła zdolność dedukcji. W Błękitnym karbunkule detektyw dostaje zniszczony, stary, czarny kapelusz, po którego oględzinach formułuje niezwykle trafne opinie na temat jego właściciela. Potrafi stwierdzić, że jest to pogrążony w długach, inteligentny alkoholik porzucony przez żonę. Wystarczy jedno spojrzenie, by Sherlock poprawnie odgadł, czym dana osoba się zajmuje. Myśli Watsona potrafi odczytać na podstawie wyrazu jego twarzy lub kierunku spojrzenia.
Wszystkie te cechy – niedostępne zwykłemu śmiertelnikowi – uczyniły z Holmesa postać, którą śmiało można dziś nazwać superbohaterem powieści detektywistycznej. To jemu zawdzięczamy utarty już w popkulturze wizerunek detektywa jako ubranego w długi płaszcz wysokiego, szczupłego jegomościa o bystrym spojrzeniu. To nic, że z biegiem lat przestał on nosić okulary i palić fajkę. Trwałość i siła oddziaływania mitu Sherlocka Holmesa na czytelników, pisarzy i filmowców jest niewiarygodna – bez względu na to, czy mamy do czynienia z coraz to nowszymi interpretacjami przygód genialnego detektywa z dzieł Doyle’a (zwiastun pierwszego sezonu serialu Sherlock z 2011 r. poniżej), czy z serialem o współczesnym lekarzu-detektywie rozwiązującym zagadki medyczne.